Chłodny dreszcz przeszył Frenna, zatrząsł się mimochodem. Zimna, mokra wilgoć wciskała się pod ubranie. Krople deszczu ze śniegiem osiadały na ramionach, by zaraz stopnieć pozostawiając mokry ślad. Pazur wyglądał jakby wyszedł z niechcianej kąpieli. Tylko Gaas stał nieruchomo jak marmurowy posąg, zresztą z nasuniętą maską nie przypomniał żywego stworzenia a w istocie posąg.
- idą – wychrypiał Frenn wskazując na idących Szramę i Oktawię, równie zmokniętych co oni. – Gaas nieznacznie kiwnął głową powoli ruszając w ich stronę.
- mamy tych bandytów – wykrzyknął Szrama. Ukryli się w lodowej jaskini- potwierdziła Oktawia – boję się, że jak użyję zbyt dużo ognia na tych psubratów, jaskinia zawali się nam na głowy.
- zostawcie to mnie – powiedział beznamiętnie Gaas – obstawicie wyjścia z jaskini – gdyby ktoś próbował się przedrzeć – gdybym nie wyszedł – odnajdźcie moje serce, proszę.
Nic nie odpowiedzieli. Gaas wszedł do jaskini. Zapadła ciemność. Zapadła ciemność, już dawno w świecie Gaasa nie świeciło słońce, a ciepło mogło go zabić. Tych troje zmieniło jego dotychczasowe życie, wiedział, że nie może ich zawieść – wiedział, że ma dla kogo żyć. Miecze bezszelestnie wysunęły się z pochew. Gaas złączył je bezwiednie tworząc podwójne ostrze. W miejscu, w którym stał jaskinie mocno się zwężała tak, że tylko jedna osoba mogła przejść z trudem. Gaas stał przed tym przesmykiem, zakręcił mieczem młyńca sprawdzając swobodę działania. Powietrze rozcinane przez miecz jęczało głośno. Gaas sięgnął ręką do pasa, wyciągnął kilka metalowych kulek, rzucił w kierunku przesmyku. Silny rozbłysk i mocny huk wstrząsnął powietrzem. Po chwili usłyszał setki głosów wrzeszczących w panice. Głosy zbliżały się do wyjścia do swojego zatracenia. Miecz już tańczył w dłoniach Gaasa. Z zimną precyzją, uderzał kolejnych wyskakujących goblinów. Te spłoszone jeszcze niedawnym wybuchem nie wiedziały, że przesmyk czeka na nich śmiercią. Dopiero, gdy padło pierwszych dwudziestu zdały obie sprawę, że ich śmierć nie ma nic wspólnego z tym hałasem i ogniem w ich jaskini. Nie widziały, kto ich trzebi, gdyż każdy kto wszedł do przesmyku nie wychodził z niego. Gobliny na szybko zorganizowały małe grupki by choć jeden zjrzał w przesmyk i mógł powiedzieć co to za potwór blokuje im wyjście. Plan się powiódł połowicznie. Gdy piątka próbowała przejść przez przesmyk, powietrze zafurczało i tylko jeden z nich nim padł martwy krzyknął: „biały człowiek”. Na gobliny padł strach znali opowieści o strasznym białym człowieku, który ma dwa miecze tak ostre, że potrafiły przeciąć nim jeszcze dotknęły. Gaas usłyszał jeszcze większy wrzask przerażenia, a potem ciszę. Wiedział, że ostatni goblin zdążył powiedzieć co się dzieje. Trudno musiał przejść poza przesmyk. Miecz rozdzielił się na dwa. Gaas wolnym krokiem przeszedł przez przesmyk i ruszył w centrum jaskini. Gdy znalazł się w środku, samotnie oświetlony lodowym blaskiem, stał jakby w letargu, nie poruszając się miecze trzymał w dłoniach jakby chciał je opuścić jakby rezygnował z walki. Tak to zrozumiały gobliny chowające się wśród lodów jaskini. Z wrzaskiem rzuciły się na niego z nadzieją, że jest ich na tyle dużo by poradzić sobie z jednym zrezygnowanemu człowiekowi. Gdy już byli na wyciągnięcie miecza ich okrzyk już miał barwę tryumfu, Gaas w jednej chwili odwrócił się w piruecie każdym mieczem ścinając dwie najbliższe głowy goblinów. Miecze pracowały tak szybko, że lodowy blask odbity od ich ostrzy zdawał się płonąc niebieską poświatą, Gaas uderzał każdym ostrzem osobno jakby dwóch było dwóch perfekcyjnych wojowników, walczących tak blisko siebie, że zdawało się, że to jeden. Płaszcz Gaasa, rozchylał się, w tym tańcu śmiertelnym nadając mu lekkości i zwinności, że trudno było oderwać wzrok. Przyjaciele byli w tej Sali i patrzyli na niego jak kończył już dzieło zniszczenia goblinów. Przybiegli w momencie, gdy banda wrzeszczała tryumfalnie tuż przed swoją zagładą, pomyśleli że dzieje się coś złego i ruszyli na pomoc, jak się okazało niepotrzebnie, choć urzeczeni tą walką stali wpatrzeni jak w nadnaturalne zjawisko. Gaas skończył, Frenn podszedł do niego
- widzę, że nieźle sobie radzisz z dwoma mieczami
- i nawet nie ma czego poprawiać, z udawanym smutkiem powiedział Szrama
- dziękuję – odpowiedział Gaas metalicznym głosem, w którym było słychać coś na kształ westchnienia, a może to tylko wydychane powietrze zasyczało tak jakoś inaczej….
