poniedziałek, 16 lipca 2012

Gaas 2


Chłodny dreszcz przeszył Frenna, zatrząsł się mimochodem. Zimna, mokra wilgoć wciskała się pod ubranie. Krople deszczu ze śniegiem osiadały na ramionach, by zaraz stopnieć pozostawiając mokry ślad. Pazur wyglądał jakby wyszedł z niechcianej kąpieli. Tylko Gaas stał nieruchomo jak marmurowy posąg, zresztą z nasuniętą maską nie przypomniał żywego stworzenia a w istocie posąg.
- idą – wychrypiał Frenn wskazując na idących Szramę i Oktawię, równie zmokniętych co oni. – Gaas nieznacznie kiwnął głową powoli ruszając w ich stronę.
- mamy tych bandytów – wykrzyknął Szrama. Ukryli się w lodowej jaskini- potwierdziła Oktawia – boję się, że jak użyję zbyt dużo ognia na tych psubratów, jaskinia zawali się nam na głowy.
- zostawcie to mnie – powiedział beznamiętnie Gaas – obstawicie wyjścia z jaskini – gdyby ktoś próbował się przedrzeć – gdybym nie wyszedł – odnajdźcie moje serce, proszę.
Nic nie odpowiedzieli. Gaas wszedł do jaskini. Zapadła ciemność. Zapadła ciemność, już dawno w świecie Gaasa nie świeciło słońce, a ciepło mogło go zabić. Tych troje zmieniło jego dotychczasowe życie, wiedział, że nie może ich zawieść – wiedział, że ma dla kogo żyć. Miecze bezszelestnie wysunęły się z pochew. Gaas złączył je bezwiednie tworząc podwójne ostrze. W miejscu, w którym stał jaskinie mocno się zwężała tak, że tylko jedna osoba mogła przejść z trudem. Gaas stał przed tym przesmykiem, zakręcił mieczem młyńca sprawdzając swobodę działania. Powietrze rozcinane przez miecz jęczało głośno. Gaas sięgnął ręką do pasa, wyciągnął kilka metalowych kulek, rzucił w kierunku przesmyku. Silny rozbłysk i mocny huk wstrząsnął powietrzem. Po chwili usłyszał setki głosów wrzeszczących w panice. Głosy zbliżały się do wyjścia do swojego zatracenia. Miecz już tańczył w dłoniach Gaasa. Z zimną precyzją, uderzał kolejnych wyskakujących goblinów. Te spłoszone jeszcze niedawnym wybuchem nie wiedziały, że przesmyk czeka na nich śmiercią. Dopiero, gdy padło pierwszych dwudziestu zdały obie sprawę, że ich śmierć nie ma nic wspólnego z tym hałasem i ogniem w ich jaskini. Nie widziały, kto ich trzebi, gdyż każdy kto wszedł do przesmyku nie wychodził z niego. Gobliny na szybko zorganizowały małe grupki by choć jeden zjrzał w przesmyk i mógł powiedzieć co to za potwór blokuje im wyjście. Plan się powiódł połowicznie. Gdy piątka próbowała przejść przez przesmyk, powietrze zafurczało i tylko jeden z nich nim padł martwy krzyknął: „biały człowiek”. Na gobliny padł strach znali opowieści o strasznym białym człowieku, który ma dwa miecze tak ostre, że potrafiły przeciąć nim jeszcze dotknęły. Gaas usłyszał jeszcze większy wrzask przerażenia, a potem ciszę. Wiedział, że ostatni goblin zdążył powiedzieć co się dzieje. Trudno musiał przejść poza przesmyk. Miecz rozdzielił się na dwa. Gaas wolnym krokiem przeszedł przez przesmyk i ruszył w centrum jaskini. Gdy znalazł się w środku, samotnie oświetlony lodowym blaskiem, stał jakby w letargu, nie poruszając się miecze trzymał w dłoniach jakby chciał je opuścić jakby rezygnował z walki. Tak to zrozumiały gobliny chowające się wśród lodów jaskini. Z wrzaskiem rzuciły się na niego z nadzieją, że jest ich na tyle dużo by poradzić sobie z jednym zrezygnowanemu człowiekowi. Gdy już byli na wyciągnięcie miecza ich okrzyk już miał barwę tryumfu, Gaas w jednej chwili odwrócił się w piruecie każdym mieczem ścinając dwie najbliższe głowy goblinów. Miecze pracowały tak szybko, że lodowy blask odbity od ich ostrzy zdawał się płonąc niebieską poświatą, Gaas uderzał każdym ostrzem osobno jakby dwóch było dwóch perfekcyjnych wojowników, walczących tak blisko siebie, że zdawało się, że to jeden. Płaszcz Gaasa, rozchylał się, w tym tańcu śmiertelnym nadając mu lekkości i zwinności, że trudno było oderwać wzrok. Przyjaciele byli w tej Sali i patrzyli na niego jak kończył już dzieło zniszczenia goblinów. Przybiegli w momencie, gdy banda wrzeszczała tryumfalnie tuż przed swoją zagładą, pomyśleli że dzieje się coś złego i ruszyli na pomoc, jak się okazało niepotrzebnie, choć urzeczeni tą walką stali wpatrzeni jak w nadnaturalne zjawisko. Gaas skończył, Frenn podszedł do niego
- widzę, że nieźle sobie radzisz z dwoma mieczami
- i nawet nie ma czego poprawiać, z udawanym smutkiem powiedział Szrama
- dziękuję – odpowiedział Gaas metalicznym głosem, w którym było słychać coś na kształ westchnienia, a może to tylko wydychane powietrze zasyczało tak jakoś inaczej….

Gaas 1




Była mroźna noc. Nikt nie opuszczał swoich domostw. Zwierzęta te, które nie zasnęły na zimę pochowały się głęboko przed mrozem. Na dworze panowała cisza i mróz. Nad światem blado płonęły gwiazdy. Księżyc nie ukazał swego oblicza. Lecz noc nie była spokojna. Potężny ryk zakłócił wszechogarniającą ciszę. Frenn otworzył oczy. Spojrzał prosto w ślepia Pazura, którego również zbudził hałas. W pomieszczeniu było w miarę jasno, gdyż ogień w kominku jeszcze nie dogasł. Wzrokiem dał znak Pazurowi „idziemy” Wilk wstał i bezszelestnie wyszedł z pokoju za nim zakapturzony Frenn z łukiem gotowym do strzału. Na schodach spotkali Oktawię, która w płonących dłoniach trzymała kulę ognia gotową do rzucenia, w jej oczach nie było miejsca na dyskusję. Szrama stał przy drzwiach. Uzbrojony w sój ulubiony miecz powoli je otwierał. Przeszył go mroźny dreszcz kiedy pierwszy chłód wdarł się do domu. Szrama nie pozwolił sobie nawet na ruch powieką kiedy wyszedł na mróz za nim skoczyła Oktawia potem Pazur i Frenn zamknął bezgłośnie drzwi. Wiedzieli co mają robić Szrama z Oktawią obchodzili dom z prawej, Frenn z Pazurem z lewej. Wszystko w kompletnej ciszy. Gdy byli w połowie drogi kolejny ryk roztrzaskał ciszę i Szrama założyłby się, że słyszał jak pęka jedna szybka z okna. Ryk był ogłuszający i całkiem bliski. Gdy wyszli zza rogu Szrama i Oktawia mieli Frenna z Pazurem po swojej lewej stronie. Wydawało się im, że są w miarę blisko ale to co ujrzeli przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Ogromny niedźwiedź polarny patrzył na nich złym wzrokiem. Niedźwiedź był wielkości domostwa, z którego przed chwilą wyszli. Tak, że Frenn był dokładnie przy ogonie, kiedy Oktawia i Szrama naprzeciw jego pyska. Niedźwiedź ryknął po raz kolejny. Szramie wypadł miecz z ręki, a Oktawii kule ognie odleciały w przeciwnym kierunku. Frenn błyskawicznie strzelił mierząc w wielkie jak okno oko niedźwiedzia. Lecz ten był równie wielki co szybki. Ogromną łapą zasłonił się nim strzała dosięgła celu przy okazji niszcząc narożnik domu.
Szrama i Oktawia odskoczyli błyskawicznie wykorzystując moment gdy niedźwiedź zajmował się strzałą Frenna. Frenn nałożył kolejną strzałę, lecz nim zdążył naciągnąć cięciwę niedźwiedź zdążył odwrócić się w jego kierunku. Frenn wiedział, ze nie zdąży już strzelić. Pazur zbierał się do skoku ale widać było, że niedźwiedź przygotowuje się do odparcia ataku Pazura nim ten jeszcze go wykonał. Dwie ogniste kule przeszyły powietrze blisko pyska bestii nie trafiając jej wszakże, dzięki temu Frenn również zdążył cofnąć się a Pazur zmienił zdanie co do skoku. Niedźwiedź ponownie zawrócił w kierunku Oktawii niesamowicie szybko wyciągając łapę do uderzenia, gdy nagle powietrze przeszył świst i coś białego ukazało się przyjaciołom. W jednej chwili znalazł się pod gardłem potwora błysnęły równocześnie dwie klingi wykonując precyzyjne cięcia od ucha do ucha bestii i nim jeszcze pierwsze krople krwi pojawiły się na białej sierści stworzenia, klingi zniknęły w pochwach a biała furia znalazła się tuż obok Oktawii.
- na co czekasz podpal go kobieto-ognia – powiedział spokojny zimny głos, który spod maski, która okrywała jego twarz wydawał się jakby metaliczny.
- Oktawia nie czekała wypuściła dwie kule jednak te trafiły niedźwiedzia prosto w łeb. W tym samym momencie strzała utknęła w jego oku. Monstrualne zwierzę stało przez chwilę bez ruch by w sekundzie zwalić się na resztę domu, przygniatając go swoim cielskiem.
- ciekawe jak wydobędę swój miecz odezwał się Szrama w ciszy jak zapadła
- ktoś ty – trzeźwo zapytał Frenn
- Gaas Sogralan – odparł metaliczny spokojny głos.
- jestem Frenn Astorio, a to …
- wiem kim jesteście – odparł tym samym tonem głos – potrzebuję Waszej pomocy
- Ty?- zdziwiła się Oktawia – przecież to my powinniśmy Ci dziękować za tego potwora
- tak Wy jesteście jedyni, którzy mogą mi pomóc, otóż ja…- w jego zimnym spokojnym głosie wyczuć można było odrobinkę wahania – szukam….- nim dokończył słowa sięgnął ręką do swojego gardła wyraźnie coś przekręcił, słychać było delikatne jęknięcie i otworzył swoją przyłbicę – swojego serca – dokończył Gaas.
Oczom ukazała się blada twarz człowieka, któremu życie nic więcej nie mogło zaoferować.
Szare oczy gładka krystalicznie blada skóra, wargi niemalże niebieskie nie skore do żadnych emocji może kiedyś się uśmiechały, ale teraz wyglądały jakby nie znały śmiechu.
- zatem witaj w klubie – odrzekł nieco smutno Frenn – ty szukasz serca ja drogi. Może jak połączymy siły znajdziemy w końcu swój spokój
- to dla mnie zaszczyt – odparł Gaas – pewnie cieszyłbym się gdybym tylko mógł.
- nie Martw się my już cię rozbawimy, prawda piesku? – dodał Szrama, a Pazur pomerdał tylko ogonem
- chciałbym, żeby tak się stało – odrzekł swym metalicznym głosem Gaas, który zdążył już założyć maskę na twarz






Gaas Sogralan urodził się w lodowej pustce. Nie pamiętał swojego dzieciństwa. Nie pamiętał niczego prócz zimna mrozu ciemności i ciszy, która potrafi zabić. Nie pamiętał też chwil, kiedy w jego piersiach biło gorące serce. I tego potwora w ludzkiej skórze, co przy pomocy najciemniejszej Sztuki pozbawił go serca. Nie pamiętał jak gasnącym wzrokiem widział swoje serce topiące lód i znikające w lodowej ciemności, tak jak i jego świadomość tonęła w lodowej pustce. Wszystko to stało się na oczach jego ukochanej, której potem czarnoksiężnik kazał patrzeć na pozbawione życia i serca ciało umiłowanego. Kazał w swojej nikczemnej złośliwości pamiętać jej o śmierci lecz dał największe cierpienie, bo dał jej nadzieję, że ktoś może przywrócić jej umiłowanemu i życie i serce. Musi jednak żyć by powiedzieć gdzie jest serce. Jeśli ona umrze, umrze też jej miłość.

Gaas powstał z lodu i pierwszą osobą, którą zobaczył była Pani Lodu. To ona panowała nad zimnem, zimą i całym lodem świata. Znając się na Sztuce Tworzenia z lodu, stworzyła nowe serce Gaasa całe z lodu delikatne i kruche i bardzo wrażliwe na ciepło, dlatego krew Gaasa miała temperaturę prawie bliską zeru. Tylko w okolicach bieguna Gaas mógł chodzić bez swego odzienia. Magicznie stworzone przez Panią lodu odzienie chroniło go przed nadmiernym ciepłem zarówno zewnętrznym jak i własną ciepłotą ciała. Kombinezon był w śnieżnobiałym kolorze z ledwo błękitnymi wykończeniami. Głowę przekrywał jasno błękitny kaptur, który przechodził w płaszcz okrywający Gaasa aż do ziemi. Przepasany granatowym pasem, który na całej długości zawierał mnóstwo zamykanych kieszonek do pasa też przytroczone miał pięknie zdobione w lodowe motywy pochwy obie jednakowej długości kryły dwa krótsze niż normalne miecze ostrza. Były niemalże bliźniaczo podobne zakończone długą rękojeścią z kości słoniowej równie zdobione lodowymi motywami, tak, że wraz z pochwami wyglądały na jedną całość. Różnica polegała w samych końcach rękojeści. Ich budował pozwalała na błyskawiczne połączenie lub rozdzielenie ostrzy w ten sposób można było mieć dwa niezależne ostrza lub jeden dwuostrzowy miecz. Twarz Gaasa zasłaniała maska, z okularami pod którymi gdy tylko ktoś mógłby zobaczyć, zobaczyłby zimne, jasno szare oczy. Maska była skromna i prosta. Biała jedynie przy podbródku widniały na niej trzy równoległe błękitne paski znak Pani Lodu. Maska w rzeczywistości była częścią całego hełmu. Można ją było odchylić jak przyłbicę u rycerzy, ale Gaas musiał uważać by się nie przegrzać.