poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Frenn K15
Walka, przez całe życie wiązała Frenna. Lecz teraz wszystko wyglądało inaczej. Frenn nauczył się używać żywiołów w swojej walce, najlepiej mu szło z powietrzem, ale i nie obce mu były pozostałe żywioły, choć ogień zostawił Oktawii, była mistrzynią w posługiwaniu się ogniem i Frenn wiedząc, że nie dorówna jej kunsztowi, skupił się pozostałych żywiołach.
Kim była tak kobieta –zastanawiał się Frenn. Posługiwała się magią, w sposób mistrzowski do tego była piękna i bezwzględna. Frenn nie potrafił sobie powiedzieć skąd wzięła się u niego taka fascynacja osobą, której postępowanie jawie przeczyło zasadom, jakimi posługiwał się, Frenn i jego przyjaciele.
Walczyła o władzę, całą swą mocą i mocą swych popleczników – młodych czarodziejów, lecz równie bezwzględnych jak ich przywódczyni. Do tej pory działali w ukryciu, kiedy jednak ich sprytne intrygi spełniły swe zadanie – jawnie wystąpili przeciw parze królewskiej. Uprowadzając księcia i przeszkadzając w poszukiwaniach.
Frenn z pazurem oddzielili się od grupy, a będąc w królestwie i słysząc, co się dzieje postanowili odnaleźć młodego księcia. Tak się złożyło, że Frenn spojrzał głęboko w oczy czarodziejce zaraz po porwaniu, kiedy ta zaszła mu w drogę. Poczuł się dziwnie i ustąpił jej z drogi nie wiedząc, kogo spotkał. Kolejne spotkania nie miały już neutralnego charakteru. Jego postępowanie notorycznie psuło szyki czarodziejki wpychając w nią coraz większą frustracją, aż sama stwierdziła, że dalsze działania bez eliminacji tego przybłędy i jego wilka, nie mają sensu.
Stosując starą metodę porwała pazura i uwięziła w swoim sztabie, opuszczonym zamku na skraju królestwa. Zamczysko było dobrze ukryte wśród niedostępnych skał i lasów. Dawna droga do bramy została zniszczona i nikt, kto nie potrafił wznieść ponad powierzchnię ziemi nie mógł się tam dostać.
Frenn skoncentrował się na wirującym spadającym liściu, liść zaczął wirować szybciej i szybciej by po chwili stać się niewielką trąbą powietrzną, która uniosła Frenna nad zamek.
Czarodziejka tylko czekała na ten moment. Powitała Frenn gradem błyskawic lewitując również powyżej murów starego zamku. Frenn ominął je wszystkie zbliżając się do czarodziejki na wyciągniecie ręki. Przyciągnął ją do siebie – obje „wymieniali” się zaklęciami nie czyniąc wszakże sobie szkody. Gdy już wyczerpały się pomysły na magię, szamotali się w mocnym uścisku chcąc uzyskać fizyczną przewagę nad przeciwnikiem. W końcu Frenn mocno uchwycił czarownicę pozbawiając ją możliwości najmniejszego ruchu. Wiedziała, że była pokonana – Frenn też wiedział, że wygrał, lecz nie czuł satysfakcji, czuł fale gorąca i zimna przelewające się przez jego ciało – jego umysł błądził do zapachu włosów, które były tak blisko do oczu, w których teraz widział ciekawość? Niedowierzanie, że ktoś mógł je okiełznać i coś znajomego ciepłego....
- nie mogę cię pokochać – pokonać przejęzyczył się Frenn
- ani ja ciebie – odparła czarownica
Frenn zaskoczony odpowiedzią poluźnił uścisk i to wystarczyłoby czarownica wymknęła się z jego objęć natychmiastową teleportacją. Frenn przypomniał sobie, po co tu przybył. Wskoczył do lochów, znajdując przy okazji kwatery młodych czarodziei – obezwładnił ich błyskawicznie miał czasu na więcej, obawiał się, że nie zobaczy Pazura. Pazur trzymany w kościanej klatce próbował sam się wydostać, kiedy zmaterializowała się ta kobieta, która go uwięziła, warknął groźnie, jednak kobieta nie zwróciła na niego uwagi była nieobecna, gdzieś duchem w innym miejscu. Po chwili spojrzała na niego i szepnęła.
- chciałam cie zabić, lecz nie zrobię tego- znikaj i machnęła różczką. Pazur ocknął się w lodowatej wodzie pływając wśród kry, wskoczył na jedną z nich w momencie, gdy żółty olbrzymi stwór wyłonił się z głębin i poszybował w powietrze, pazur nie zdążył zauważyć czy była to istota żyjąca i czy sztuczny twór. Miał wrażenie, iż wewnątrz stwora widział tę kobietę. Pod wpływem ruchu kry zaczęły wirować kra, na której stał Pazur odwróciła się do góry dnem i Pazur ze skowytem znalazł się w wodzie tym razem jednak był po drugiej stronie. Stojąc na krze dalej patrzył w niebo a nie ginął w topieli. Pisnął zdezorientowany, ale zaraz mu przeszło, gdyż obok stał jego przyjaciel Frenn. Co ciekawe też, podobnie jak tak zła kobieta był odmieniony? Pazur nieśmiało pomerdał ogonem
- chodźmy piesku – odpowiedział Frenn a w jego głosie słychać było nowy, głęboki smutek...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz