
Ta chwila kiedy oko, palce, oddech, całe ciało współgra w celowaniu. Ta niesłyszalna cisza kiedy myśliwy spaja się ze zwierzyną niewidzialną linią trajektorii pocisku. Nie liczy się nic innego tylko.. trafienie i z tą myślą świsnęła pierwsza strzała Frenna i nim zdążył wyciągną drugą strzałę z kołczanu , usłyszał łomot walącego się cielska, a w zasadzie spadających kamieni, bo Troll, którego ugodziła strzała, zginął na miejscu. A Trolle jak umierają zmieniają się w kamień. Ten już nie żył zanim się przewrócił, więc na ziemię przewrócił się olbrzymi głaz rozpadając się na mniejsze części. Z jaskini dobiegł głośny ryk, to inny Troll widząc co się stało dał upust swojej złości i bezsilności zarazem. Wyskoczył z jaskini uderzając potężną maczugą na oślep. Nic nie trafił, dotarło do niego po chwili, że coś jest nie tak i ta chwila była jego ostatnią. Druga strzała ugodziła go śmiertelnie, ten jednak zdążył paść nim zmienił się w kamień. Frenn nie zakładał trzeciej strzały, wiedział, że więcej Trolli w tej jaskini nie ma. Szybo przewiesił łuk przez ramię i ruszył pospiesznie do jaskini skąd wyszły Trolle. Wewnątrz panował okropny trollowy smród przemieszany z dymem z ogniska. Na ogniu kipiał w ogromnym garncu jakiś wywar, nie wiadomo kim był gotowany biedak czy to człowiek pies a może elf? Frenn nie zastanawiał się nad tym, jemu już na pewno ni pomoże, ale musiała tu być jeszcze klatka z kimś żywym. Trolle często robią świeże zapasy, a w wiosce mówili o całkiem niedawnych zaginięciach w lesie. Zaginął chłopak kowala i córka leśnika, leśnik też nie powrócił odkąd wyszedł na poszukiwania. Nie licząc dzieci drwala, które zaginęły jako pierwsze. Frenn zobaczył okute drzwi do dalszej części jaskini. Drzwi były osadzone niedbale lecz były ciężkie i trudno je było wyważyć człowiekowi. Frenn kucnął pod drzwiami, zamknął oczy i zaczął rytmicznie szeptać słowa biegły, opływały jego ciało, materializowały się przejrzystą powłoką wokół Frenna, słowa stawały się głośniejsze, szybsze, powłoka stawała się jaśniejsza lśniła jakby postacią byka, a Frenn nie mówił już tylko krzyczał wciąż te same słowa, wstał nie przerywając krzyku objął drzwi i mocno szarpnął, drzwi zostały mu w rękach, Frenn z siłą byka cisnął je na bok, a te z hukiem wpadły w ogień i przewróciły kocioł trolli, z którego wylała się zawartość, po czaszce Frenn poznał, że to był jednak człowiek. Wszedł do pomieszczenia za wyrwanymi drzwiami. W środku było ciemno i duszno, czuć było przerażenie. Frenn zapalił pochodnię, i w niewyraźnym świetle w kącie zobaczył dwójkę drżących dzieci, w drugim kącie chłopca obejmującego wystraszoną dziewczynę. Nie było tylko leśnika. – poczekajcie tu chwilę sprowadzę pomoc – powiedział Frenn najłagodniej jak potrafił i wyszedł. Musiał posprzątać jaskinię nim wyjdą ze swojego więzienia te przerażone dzieci. W tej właśnie chwili do jaskini wszedł Szrama z Oktawią i Pazurem. Szrama pomógł pogrzebać zwłoki Frennowi a Oktawia z Pazurem zajęła się dziećmi. Wieczorem wszyscy byli w wiosce. Radość mieszała się ze smutkiem po stracie leśnika, lecz widać było, że spokój zagościł na twarzach mieszkańców wioski. Przyjaciele kładli się spać wiedząc, że jutro zanim jeszcze kogut zapieje opuszczą wioskę i nigdy już tam się nie pokażą…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz