- zostaw! – mruknął Frenn a Pazur natychmiast zostawił na wpół spalonego królika, który leżał w rumowisku spalonej ziemi kamieni i kilku kikutów drzew.
- co za bestia – mruczał dalej Frenn nawet królikowi nie przepuści. Pazur cichutko zawarczał jakby potwierdzając słowa Frenna – ciii – piesku – łagodnie szeptał Frenn. Przed nimi w wypalonej do cna ziemi zionęła ogromna dziura. Jakby ktoś dosłownie wypalił ziemię na kilkadziesiąt metrów wgłąb. Z pieczary dobywały się kłęby śmierdzącego siarką dymu
- nie wejdziemy tam teraz – nie przeżyjemy i kiedy Frenn się odwrócił od pieczary w górę wystrzelił słup pary i ognia. I z potwornym hukiem w pieczary wystrzelił w niebo czerwony pocisk. W jednej chwili był wysoko nad ziemią rozłożył czerwone skórzaste skrzydła i ryknął tak potwornie, że nawet Frenn poczuł się nieswojo. Ba z przerażającą trzeźwością stwierdził, że jest widoczny jak na talerzu w tej spalonej pustce. Nim zdążył pomyśleć usłyszał huk zbliżających się z niesamowitą prędkością skrzydeł.
- w prawo – rzucił do pazura i w ostatniej dosłownie chwili rzucił się w prawo, czując na sobie gorący podmuch ognistej kuli wystrzelonej w paszczy smoka. Smok błyszcząc swa złą czerwienią, jak na swoje wielkie cielsko zwinnie zawrócił wyrywając z pobliskiego jeszcze nie spalonego lasu kilka drzew i Frenn miał go przed oczami szykującego się do następnej kuli
- w prawo – krzyknął w ostatniej chwili do Pazura – kula spaliła leśny płaszcz i trochę futra Pazura. Przeleciała jeszcze kilkaset Mertów i eksplodowała w pobliżu samotnie stojącego kiuta drzewa. Smok przeleciał nad nimi niemalże muskając łuskami głów. Nim wstali smok nadlatywał od tyłu nie strzelając kulami lecz ciągłym ogniem topił ziemię przed sobą w pasie może trzech metrów. Resztki wilgoci parowały z ziemi a w wytopionym rowie pojawiała stopiona magma. Smok leciał wolniej bezpardonowo paląc wszystko przed sobą. Frenn nawet nie myślał by wyciągać łuk nie było czasu na myślenie, nie było czasu na schowanie, nie było czasu na nic, kiedy nagle coś huknęło od strony lasu, Frenn spojrzał na ognistą kulę zbliżającą się do smoka. Smok przestał palić machnął mocniej skrzydłami i wzbił się ponad kulę trącając ją łapskami. Kula zmieniła kierunek i rozbiła się tuż pod smokiem z hukiem eksplozji i choć smoki na ogół odporne są na dość wysokie temperatury, ta z wybuchu była wyższa niż zwykły ogień, poparzony smok zaryczał wściekle i poszybował w kierunku lasu i tego kto wypuścił kulę. Frenn błyskawicznie wyciągnął łuk.
- nie skończyłeś jeszcze ze mną – powiedział przez zęby, napiął łuk, napiął mięśnie, napiął myśl, widział złe serce smoka pod pulsującą łuską gdy smok unosił się nad lasem zbierając ogień na jeden strzał by spalić las śmiałka, który go poparzył, by spalić cały świat i wszystko co żyje. W swej wściekłej złości nie widział złości tych co przed chwilą mieli zginąć. Błąd. ostatni w jego wściekłym życiu. Nie słyszał strzały, która nasączona wściekłością myśliwego, zmienionego w ułamku sekundy w zwierzynę, w zabawkę, która miała zginąć nie wnosząc żadnej ofiary. Była na powrót myśliwym, nie znającym litości dla tych co nie znają litości.
Bez współczuciu dla tych co nie mają współczucia, śmiercią dla tych co gardzą śmiercią. Smok poczuł ukłucie i uczucie jak jego wściekłość ucieka wraz z życiem, nie zdążył się zdziwić, nie zdążył pomyśleć co się stało, nie zdążył się wściec jeszcze bardziej, tylko złożył skrzydła i w sekundzie wbił się w ziemię łamiąc kilka drzew i nabijając się na ich kikuty.
- niesamowity strzał – powiedziała Oktawia wychodząc zza drzew,
- uratowałaś mi życie, dziękuję – powiedział Frenn, ale widać było, że coś go gryzie
- to samo można powiedzieć o Tobie odparła Oktawia – to był okropnie zły smok nigdy nie spotkałam się z taką wściekłością
- to prawda – odrzekł smutno Frenn
- coś przegapiłem? – beztrosko spytał Szrama, który właśnie w tej chwili pojawił się w tym miejscu
- w odpowiedzi usłyszał pojedyncze szczeknięcie Pazura.
-ciesz się , że tego nie widziałeś – powiedział Frenn i odszedł do lasu, chciał być poprzez moment sam
- co mu się stało? –spytał trochę zaskoczony Szrama
- ciesz się że tego nie widziałeś – odpowiedziała mu Oktawia, chodźmy dajmy mu chwilkę
- pazur ! chodź z nami-
Pazur pomerdał ogonem popatrzył przez chwilkę za znikającym Frennem i pobiegł za Oktawią i Szramą…Frenn został sam. Sam z wściekłością smoka, która chyba bardziej go zraniła niż ogniste kule, stopiona siarka, i te chwile grozy, w których omal nie posttardał nadziei, że uda mu się zobaczyć wschód księżyca. Ta potworna wściekłość przeraziła Frenna, bo wiedział też, że bez niej strzała nie przebiłaby skóry smoka. Nie trafiłaby w samo serce bestii. Nie chciał by podobna wściekłość kierowała nim kiedykolwiek, lecz widział też to, że z nią nie ma stworzenia na Świecie, którego by nie pokonał. A to jest pierwszy krok do pychy, która zabija szybciej niż najlepszy wojownik. Frenn chciał zabić tę wściekłość już teraz, tylko, że ta nie chciała odejść. W tej bezsilnej złości na siebie Frenn krzyknął z całej siły a las poniósł jego bezsilność daleko echem. Usłyszeli ją i Szrama i Oktawia i Pazur.
Gdy zapadł zmierzch Frenn wrócił do obozu.
- wszystko w porządku przyjacielu? Zapytał z troską Szrama
- mam nadzieję, że tak powiedział słabo Frenn i uśmiechął się delikatnie
Wszyscy jednak wiedzieli, że myślami był daleko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz