Słońce wschodziło nad granatowo-ciemnym światem, zmieniając jego oblicze w spaloną czerwień skalistej pustyni, na której życie kończyło się z nastaniem dnia, lub wyczerpaniem z braku wody. Jednak moment , którym noc oddawała się dniu był za każdym razem niesamowitym zjawiskiem. Tak jak kochankowie, co walczą ze sobą w miłosnym zmaganiu tak kolory dnia w jednym momencie stapiały się z kolorami nocy tworząc swe niepowtarzalne dzieło…jutrzenkę.
Frenn czekał na tę chwilę właśnie, samotny cień wśród na szczycie skał nie wyróżniał się niczym od setek głazów porozrzucanych wokół. Jego myśli biegły gdzieś daleko poza jutrzenkę, a on czerpał z tej chwili wszystko co się da barwy zapachy, wilgoć na skórze, lekki podmuch wiatru jego siłę wszystko. Nikogo nie było w pobliżu tylko on sam i wstający dzień. Kiedy pierwsze promienie słońca omiotły ziemię Frenn wybudził się wstał, pokłonił się lekko i wrócił do obozowiska. Tylko Pazur czuwał, powitał go bezgłośnie merdając ogonem, Szrama wdzięcznie chrapał z Oktawią wtuloną w niego całą. Frenn rozniecił dogasający ogień i wstawił wodę, wszystko zrobił bezgłośnie pod bacznym okiem Pazura. Z plecaka wyjął kawał suszonego mięsa, co mlaśnięciem skwitował Pazur, kilka jaj i pajdę chleba. Wziął to wszystko i nieco oddalił się od obozu, by nie przeszkadzać śpiącym. Pazur równie bezszelestnie wymknął się wiedziony zapachem suszonej strawy.
Na podręczną patelnię Frenn wrzucił trochę oleistych ziół, które miał przy sobie, a które robiły za niepsujące się masło, odkroił kawałek suszonego mięsa i… rzucił Pazurowi , bo go ładnie prosił, resztę plasterkował i wrzucił na patelkę wbił wszystkie jaja i wrócił z tym do ogniska. Śniadanie zaskwierczało Szrama od razu się obudził wieczny głodomór przystawiając się do patelni
- zrób chociaż picie – przywitał go Frenn
- już, już sprawdzałem tylko czy się nie przypala
- tak jasne, już cię znam – przekomarzał się Frenn
- co tam chłopcy robicie? – obudziła się Oktawia – śniadanie? Dla mnie? Och wspaniale
- hau – radośnie przywitał Oktawię Pazur
- może dołożę do ognia? Zaproponowała Oktawia
- nie!! Chórem odpowiedzieli Frenn i Szrama –ostatnio jak Oktawia „dołożyła” ognia ognistą kulą byli bez śniadania obiadu i kolacji, bo wszystkie zapasy spłonęły wraz z całym obozem, Dobrze, że nikomu nic się nie stało.
- chciałam pomóc – słodko-smutno – odparła Oktawia
- pomożesz nam zjadając szybko śniadanie – uśmiechnął się Szrama
- gotowe – dodał Frenn i cała trójka i wilk zajęli się śniadaniem, wśród pustynnych wzgórz, gdzie słońce zaczynało grać pierwsze skrzypce a wiatr niósł żar i drobinki piasku w każde nieosłonięte i osłonięte miejsce….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz