Głos ginął w huku huraganu, wirujący piasek oślepiał nie pozwalając wybrać właściwego kierunku. Przyjaciele trzymali się za ręce, a Pazur trzymał zębami Frenna za drugą rękę, by nie zgubić się na tej przeklętej pustyni. Do pobliskich skał, które dawałyby jakąkolwiek osłonę było niecałe dwadzieścia metrów, lecz w tych warunkach to było najdłuższe dwadzieścia metrów. Kiedy się tam doczołgali wiatr wcale nie słabł. Skała dawała niewielkie schronienie ale przestali się obawiać, że zostaną rozdzieleni i przysypani. Nagle Pazur szczeknął i zaczął kopać pod skałą, wszyscy się zdziwili jak Pazur mógł cokolwiek wyczuć w tej masie wirującego piasku, ale k końcu to wilk i to niezwykły wilk. Trochę czasu zajęło Pazurowi przekopanie się do wylotu podziemnej jaskini, wszyscy zaczęli pomagać Pazurowi tak by powiększyć otwór by każdy mógł się zmieścić. Burza szalała dalej może nie tak intensywnie, ale kontynuacja podróży była niemożliwa. Otwór jaki wykopali pozwalał na przeciśnięcie się do jaskini. Kiedy wszyscy się tam znaleźli Frenn wyjął z plecaka łuczywo i słabym światem rozświetlił Jaskinię, widać było, że jaskinia jest długa i bardziej przypomina tunel lub duży korytarz, a oni dostali się od boku, jednak światło było zbyt skąpe by powiedzieć coś więcej. Szrama zrobił wyciągnął swoje łuczywo zrobiło się trochę jaśniej, ale nic nowego o jaskini nie można było powiedzieć, na koniec Oktawia pstryknęła palcami i na dłoni pojawił się płomyczek, który może niewielki ale bardzo jasny rozświetlił jaskinię jakby ktoś zapalił tysiąc świec. Wszyscy popatrzyli na Oktawię, wilk delikatnie zamerdał ogonem. – nie boli Cię to? – z troską w głosie zapytał Szrama
- ani trochę – wesoło odparła Oktawia.
Chłopcy zgasili swoje łuczywa, mogą się przydać później. A jaskinia w dobrym świetle rzeczywiście przypominała tunel, którego dwa końce ginęły w mrokach. Ściany były gładkie a na ich powierzchni znajdowały się ślady jakichś obrazów, znaczyło to, że jaskinia była sztuczna! – nie znam takich liter - powiedział Frenn po chwili studiowania napisów na ścianach, ani ja dodał Szrama i obaj popatrzyli na Oktawię ta tylko przecząco pokiwała głową.
- w którym kierunku idziemy? – zapytał Szrama
-poczekajcie odpowiedział Frenn i usiadł na podłodze zamknął oczy i jak zawsze zaczął szeptać, po chwili otworzył oczy i powiedział – w tę stronę pokazując na prawo od wejścia. Jeżeli tam pójdziemy kierunek będzie niemalże zgodny z naszą trasą na powierzchni
- a nie wiesz może co tam jest? – retorycznie spytał Szrama
- nie – retorycznie odpowiedział Frenn
I ruszyli. Ogień Oktawii wystarczył na dwie godziny marszu musieli potem odpocząć, odpoczywali w ciemnościach. Nie wiedzieli jak długi jest ten korytarz a zapasów drewna na rozpalenie ognia mieli niewiele, więc starali się oszczędzać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz