-możesz zostać przyjacielu…tu też może przyda się twoja pomoc…
Pazur z wyraźną ulgą pomerdał ogonem… i ruszył w kierunku centrum miasta…
Szrama też miał minę niewyraźną….
- idź pomóż Pazurowi – powiedział spokojnie Frenn
- będziesz mnie potrzebował – odpowiedział Szrama , choć widać było, że bardziej z obowiązku niż z ochoty zobaczenia Loccutusa
- pomóż pazurowi – powtórzył spokojniej Frenn, dam sobie radę
- dobrze już idę – odwrócił się i odszedł…
Frenn znalazł malutki zagajnik, tam ściągnął plecak wyjął kilka zawiniątek, jakieś pudełeczko, i powoli zaczynał przygotowywać się do zejścia w szczelinę klasztoru.
Sprawdził łuk i cięciwę, strzały przejrzał wszystkie, część nasączył parująca substancją wyciągniętą z pudełeczka. Inne skropił wodą, którą otrzymał od starego mnicha, za pomoc w przeprawie przez górską rzekę…nasmarował twarz maścią, czarną jak smoła, lecz w dotyku chłodną i przyjemną… i ten chłód wzmagał się im bliżej był ognia… dając skórze świetną ochronę przed oparzeniami...wśród drzew poczuł się jak w domu, usłyszał ziemię, jak opowiadał swoją historię…w tym miejscu była naprawdę smutna, słyszał łkanie umęczonej plugastwem ziemi…skoncentrował się na pomocniku, będzie go potrzebował…Pazur i Szrama nie powinni się do tego mieszać…ale sam też nie da rady, wiedział jak przywołać zwierzęcych pomocników ,lecz tym razem potrzebował kogoś mocniejszego…kogoś jak upiorny pająk z którym kiedyś walczył samotnie… i nagle wśród tych kliku drzew poczuł jonizujące się powietrze, malutki błyskawice przeskakiwały z gałęzi na gałąź trzeszcząc wysokim napięciem… uformowały kształt okręgu, w którym jakby wciągnięty w ten czas i przestrzeń stał olbrzymi pająk… „idziemy” wydał bezgłośną komendę Frenn.. pająk posłusznie podążył za swoim panem…doszli do szczeliny….
Wewnątrz panował czerwonawy półmrok, nie zdążyli nawet przyzwyczaić się do tego światła gdy wyskoczyło na nich coś, coś małego lecz z olbrzymią furią zaatakowało przybyszów…to był kot…wystraszony całym tym zamieszeniem….Frenn powstrzymał pająka od ataku…a sam spróbował udobruchać kotka…ten po chwili uspokoił się …miauknął żałośnie…I odszedł w kierunku wyjścia… uff ale mnie wystraszył… pająk nic nie odpowiedział…stukał tylko swoimi wrzecionowatymi nogami o skały…
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz