Zły, niesamowicie wściekły biały tygrys przemierzał knieję. Od chwili gdy biały wilk zwany przez tego strasznego człowieka Srebrym Pazurem odnalazł jego trop, nie miał chwili spokoju. A miało być tak pięknie. On Pan lasu północnego chciał przypieczętować swą władzę nieśmiertelnością – jego sługa czarodziej Sójka (dziwne imię jak na człowieka) odnalazł w starych manuskryptach rytuał mrocznego króla, który poświęcając życie swoich synów stał się nieśmiertelny. On Biały Tygrys potrzebował ludzkie dzieci do swojego rytuału, dwanaścioro dzieci. Miał już jedenaście w swojej jaskini, ale nie mógł znaleźć ostatniego. Wszystkie okoliczne wioski podniosły alarm i trudno było o samotne dziecko w lesie, a na domiar złego ten Leśnik ze swoim wilkiem już od dwóch dni deptali mu po piętach. Jak bardzo był zły. ˝ Muszę ich zgubić ˝ myślał Tygrys ˝ najlepiej w Wąwozie Straconych Dusz - tak to odpowiednie miejsce ˝. Ryk radości rozniósł się po lesie. Usłyszeli go również przyjaciele. Wilk popatrzył na Leśnika
- zdaje się, że chce nas zwabić do wąwozu straconych dusz. – odpowiedział Leśnik – nie możemy mu pozwolić uciec Pazurze – dalej za nim odgoń go od tego przeklętego wąwozu. Wilk zawył przeciągle i natychmiast ruszył w las. Leśnik zmienił kierunek i po pół godzinie marszu znalazł się na smutnej polanie – niedaleko wejścia do upiornego wąwozu. Polana była rzeczywiście smutna. Rosły na niej tylko chwasty wysokie do pasa, a pośrodku stał wysoki pień ogromnego dębu. Kiedyś to była polana Druidów, ale dawno i nikt nie pamięta co było przyczyną tej strasznej tragedii, która tu miała miejsce. Tymczasem Leśnik znalazł się wewnątrz wypalonego pnia i czekał …czekał na Tygrysa.
Biały Tygrys - Pan Północnego Lasu czuł się zagubiony. Nie wiedział czy ściga go jeden wilk czy cała sfora. Wilcze wycie dobiegało go z różnych stron lasu niejednokrotnie przed oczami migała mu jasna sylwetka wilka. Co chwilę zmieniał kierunek, żeby zgubić to paskudne zwierze ale już po chwili słyszał wycie dobiegające z przodu a nie z tyłu i znów zmuszony został do zmiany swojej ścieżki. Na szczęście nieuchronnie zbliżał się do wąwozu ˝ jeszcze trochę, jeszcze chwila a obaj zawyjecie z bólu i przerażenia ˝, co prawda chciał dostać się do jaru od południa, ale od strony smutnej doliny też będzie dobrze, przyspieszył kroku i ryknął władczo tygrysim rykiem ˝ to ja będę tutaj panem ˝. wbiegł szybciutko na smutną polanę i ryknął przeraźliwie z bólu. Strzała z zieloną lotką sterczała z boku. Tygrys stanął osłupiały ˝ skąd ta strzała? ˝. wtem poczuł jak druga strzała przeszywa ma bok. Odskoczył przed trzecią strzałą, która zbliżała się od strony wypalonego pnia ˝ to pułapka ˝ przemknęło mu przez myśl, ale już było za późno. Z gęstwiny wyskoczył na niego srebrny pazur wbijając kły w kark, a od strony pnia posyłał się grad strzał godzących z precyzją każdy członek jego królewskiego ciała. Tygrys starał się uwolnić i umknąć w stronę wąwozu, lecz był coraz słabszy, świadomość uciekała od bólu, w stronę snów o potędze w stronę ciemnego spokoju, tylko skąd niepokój, że tam nie ma spokoju jest tylko ból ból niespełnionych nadziei.
Nad ciałem tygrysa stał Tropiciel i jego towarzysz. – chodźmy szybko musimy odnaleźć dzieci, mamy bardzo mało czasu, a do Północnego Lasu jeszcze kawał drogi. Nie minęła chwila gdy smutna dolina opustoszała. Nad zakrwawionym ciałem tygrysa unosił się beznamiętnie księżyc… zapowiadała się piękna noc.
to bardzo ladna basn..
OdpowiedzUsuń