To czy tam będą migdałowe oczy,
Czy lamparcie pazury, zależy tylko ode mnie…
Tak to ten czas, w którym oddaje swe serce podróżom w nieznane..
Mały ptak przysiadł na ramieniu, może to skrzydlaty kot, a może wspomnienie
Słowa, uwolnione biegną wesoło mijając przygody…gdzieś daleko został świat…
A strony zapełniają się powoli...przygodą , pożądaniem, westchnieniem…
Czy to są zapomniane krainy? Może ..a może nie. .zatem zaczynamy opowieść…
Dawno, dawno temu… w Zapomnianych krainach, gdzieś w srebrnych Marchiach
Nieopodal Sundabar.. tak tam, a może zupełnie gdzie indziej… przyszedł na świat Frenn a właściwie Frennay Astorio. Mały chłopiec, z wesołym uśmiechem, i dużymi siwymi oczyma. Od początku swego życia mieszkał w lesie, tak jak jego przyrodnia siostra Quara, oboje lubili leśne ostępy, a najbardziej chyba lubili zabawę w chowanego…do tego stopnia, że nieraz zakradali się do obozu orków i przegrywał ten który wcześniej wszczął alarm… nie orki nie potrafiły dopędzić szybkich i zwinnych maluchów, których domem była knieja…wkrótce miało się to jednak zmienić …a tak… zmienić. Matka odeszła…nie wiadomo co się stało, czy to byli ludzie, orki czy Drowy…kiedy dzieci wróciły do domu zastały go pustym…widać było ślady walki…ale ślad w lesie urywał się nagle…jakby wszystko wyparowało w jednej chwili…a może to był portal? Nie wiadomo do dziś…Quara jako starsza siostra zajęła się bratem…lecz wkrótce przyszła zima…dziwna to była zima…mroźna i jakaś taka dzika…jakby sama Auril – surowa zimna i zła bogini zeszła tej zimy na toril…
…co się stało z rodzeństwem później? Więc oboje znaleźli się w domu Leśnika…człowieka z zasadami, który naprawdę nauczył ich sztuki przetrwania w lesie, a także wśród ludzi... Quara kiedyś po rozmowie z kupcem, zapragnęła zobaczyć świat, i kiedy była na tyle dorosła by długi miecz nie szurał po podłodze pożegnała Leśnika, brata i ruszyła w szeroki świat... Frenn dorastał w lesie…Głusza była jego domem…zielonym, nieokiełznanym…Sztukę ukrywania opanował do perfekcji…nikt nie był w stanie zobaczyć Fenna w lesie, dopóki on nie chciał być zauważony. Pewnego dnia ze starej skrzyni Leśnika wyciągnął łuk…krótki, lecz strasznie trudno było go napiąć. Leśnik gdy to zauważył, powiedział, że dostanie ten łuk jeśli tylko będzie w stanie go napiąć…pytając Frenna czy dotykając nie poczuł czegoś …
- tak – wystrzelił \frenn jak nigdy – trzymając ten łuk w dłoniach poczułem się bezpieczny…
- to dobrze poczułeś – odpowiedział Leśnik – w istocie ten łuk jest niezwykły, dostałem go kiedyś w darze….ale nie czas teraz na opowieści, idź poćwicz trochę, a przekonasz się wkrótce, jak bardzo ten łuk jest niezwykły.
I młody Frenn poświęcał całe dni na wyrabianiu krzepy.. a to rąbał drzewo na opał, a to wspinał się na drzewa, a to chodził na rękach…biegał do strumienia po wodę…najpierw z jednym wiadrem, potem z dwoma…i tak upłynął rok…Frenn urósł, nabrał krzepy tak, że mógł napiąć łuk bez żadnych problemów… i nadszedł dzień, w którym stary \leśnik oddał chłopcu swój łuk. Mówiąc\;
- ten łuk dostałem od Pani Srebrnookiej, Elfiej księżniczki, za uratowanie życia tu w tym lesie…- zamyślił się na chwilę – nie zawsze tu było tak bezpiecznie…ale nie pora o tym, daruję \ci ten łuk i pamiętaj, byś używał go mądrze, a będzie \ci dobrze służył…tak…dobrze…
- dziękuję\ Leśniku – odpowiedział szybko Frenn, i pobiegł do lasu wypróbować podarunek…
W ciszy letniego popołudnia, kiedy słońce odbijało się zielonym światłem wśród szeleszczących liści, młody Frenn założył strzałę na cięciwę…napiął mocno, aż poczuł na policzku łaskotanie piór lotek. Skoncentrował wzrok na celu…słomianej tarczy, powieszonej daleko, dużo dalej niż zwykle strzelał … poczuł jak on i cel stają się jednością, jedną linią po której pomknie strzała, poczuł jak wiatr porusza nadgarstki, jak las szepcze „trochę wyżej” , i ten ułamek sekundy, gdy świszcząc strzała poszybowała do celu…trafiając w sam środek tarczy…”to niemożliwe” szepnął Frenn .
- a jednak…usłyszał za sobą znajomy głos Leśnika, mówiłem \ci, że ten łuk jest niezwykły, i niezwykli ludzie wiedzą jak z niego korzystać, trafia bezbłędnie, musisz jedynie mu zaufać…
- wiem, czułem coś niezwykłego…jakby ktoś pomagał mi wycelować…
- to bardzo subtelne uczucie, i trzeba lat ćwiczeń by w pełni je opanować…ty jednak, jak widzę, chłopcze masz talent….tak ..olbrzymi talent…- zamyślił się ponownie Leśnik…
- tak – wystrzelił \frenn jak nigdy – trzymając ten łuk w dłoniach poczułem się bezpieczny…
- to dobrze poczułeś – odpowiedział Leśnik – w istocie ten łuk jest niezwykły, dostałem go kiedyś w darze….ale nie czas teraz na opowieści, idź poćwicz trochę, a przekonasz się wkrótce, jak bardzo ten łuk jest niezwykły.
I młody Frenn poświęcał całe dni na wyrabianiu krzepy.. a to rąbał drzewo na opał, a to wspinał się na drzewa, a to chodził na rękach…biegał do strumienia po wodę…najpierw z jednym wiadrem, potem z dwoma…i tak upłynął rok…Frenn urósł, nabrał krzepy tak, że mógł napiąć łuk bez żadnych problemów… i nadszedł dzień, w którym stary \leśnik oddał chłopcu swój łuk. Mówiąc\;
- ten łuk dostałem od Pani Srebrnookiej, Elfiej księżniczki, za uratowanie życia tu w tym lesie…- zamyślił się na chwilę – nie zawsze tu było tak bezpiecznie…ale nie pora o tym, daruję \ci ten łuk i pamiętaj, byś używał go mądrze, a będzie \ci dobrze służył…tak…dobrze…
- dziękuję\ Leśniku – odpowiedział szybko Frenn, i pobiegł do lasu wypróbować podarunek…
W ciszy letniego popołudnia, kiedy słońce odbijało się zielonym światłem wśród szeleszczących liści, młody Frenn założył strzałę na cięciwę…napiął mocno, aż poczuł na policzku łaskotanie piór lotek. Skoncentrował wzrok na celu…słomianej tarczy, powieszonej daleko, dużo dalej niż zwykle strzelał … poczuł jak on i cel stają się jednością, jedną linią po której pomknie strzała, poczuł jak wiatr porusza nadgarstki, jak las szepcze „trochę wyżej” , i ten ułamek sekundy, gdy świszcząc strzała poszybowała do celu…trafiając w sam środek tarczy…”to niemożliwe” szepnął Frenn .
- a jednak…usłyszał za sobą znajomy głos Leśnika, mówiłem \ci, że ten łuk jest niezwykły, i niezwykli ludzie wiedzą jak z niego korzystać, trafia bezbłędnie, musisz jedynie mu zaufać…
- wiem, czułem coś niezwykłego…jakby ktoś pomagał mi wycelować…
- to bardzo subtelne uczucie, i trzeba lat ćwiczeń by w pełni je opanować…ty jednak, jak widzę, chłopcze masz talent….tak ..olbrzymi talent…- zamyślił się ponownie Leśnik…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz