niedziela, 15 lutego 2009

FrennW4

Frenn i Szrama... odczekali chwilę aż się zciemni, Pazur spał czujnym snem, wiedzieli, że tylko po zmierzchnu mogą dopaść bazyliszka, który zaczał terroryzować okolicę po tym jak zmienił byłego strażnika w kawałek skały...
Nic....nic się nie działo, słońce dawno zaszło, las spał ...wiatr ucichł... senność następowała, ciepła noc...wiatr ustał... powieki ciązyły....czemu?? czemu tuu jest tak ciepło? Otworzyć oczy... Nie zasnąć... Z lewej uwaga ! Fren instyktownie obrócił się w przeciwną stronę... otrząsnał się z letargu i otworzył oczy...tam gdzie zasnał stał bazyliszek....ale jaki.... ze dwa razy większy od dorosłych bazyliszków, skóre miał pomarańczowo-czerwoną jakby powleczoną płomieniem a gdzie stał trawa tliła się ....
- A cóż to jest? – zastanawiał się Frenn...poczuł znajome dotknięcie..to Pazur przycupnąl przy nim....nie wydawał żadnych dźwięków lecz było widać zę się niepokoi....Szrama gdzieś zniknął...
Bazyliszek rozglądał się wokół ... szukał czegoś lub kogoś.... odwrócił się po czym ryknął przeraźliwie... i w tym momencie Frenn wypuścił strzałę...miała dosięgnąć oka Baziliszka, lecz...spłonęła nim zdążyła go dotknąć...
- o żesz Ty ! – mruknął kompletnie zaskoczony Frenn...- Pies! Zrywamy się stąd w te pędy...tylko cichcem... bez hałasu... i obaj zniknęli w głuszy pozostawiając bazyliszka samego ... i jego ofiarę...

1 komentarz: