Strome zielone wzgórze, na którym przycupnęło miasteczko. Z domkami jak w bajce. Małe białe ściany z dachówkami w kolorze czerwieni, odcinały się wszechogarniającej zieleni traw krzewów. Na szczycie stały ruiny zameczku, który dawno zapomniał o swej świetności. Z ruin tych rozciągał się przepiękny widok na okolice, lecz tym razem jego spokój zakłócała niezmierzona szarość wrogiej armii, zbliżającej się do miasta. Miasta, którego nikt nie potrafił obronić. Mieszkańcy nie wiedzieli, co począć, na ucieczkę było za późno, łzy bezsilnej wściekłości pojawiały się na twarzach. Każdy układał czarną wizję końca miasta, gdy nie wiadomo skąd przybyło czterech towarzyszy. Może byli już w mieście wcześniej, może nie, zjawili się nieoczekiwanie i równie nieoczekiwanie zajęli się organizowaniem obrony. Ustawiali pułapki, punkty obrony, w których to oni mimo przeważających sił, mieliby przewagę. Zmniejszali trwogę tych ludzi, w których wstąpił nowy duch, duch obrony tego, co kochali. Gdy wszystko było gotowe, jeden z czterech wyszedł za bramy porozmawiać z wodzem wrażej armii, znał go. Kiedyś był jego przyjacielem. Stali teraz naprzeciw siebie, nie mówiąc nic, wiatr rozwiewał im włosy, a płaszcze trzepotały wokół nóg.
- bądź naszym gościem – rzekł Czwarty, syn Lasu zwany Leśnikiem lub Panem Srebrnego Pazura – zapraszamy w nasze skromne progi
- próżny Twój trud przyjacielu, zaraz tam będę ze swoimi ludźmi i nic mnie powstrzyma- odparł czarno odziany mężczyzna – zaśmiewając się – wszyscy jesteście zgubieni.
Leśnik ledwo wskoczył za mury, gdy za czarnym wpadła wrzeszcząca banda małych ludków, wyglądali jak mała hałaśliwa szarańcza – niszczyli wszystko na swojej drodze. Leśnik przeskakiwał z poziomu na poziom wyprzedzając wrogów, szybkimi skokami dotarł do platformy uzbrojonej w kilka muszkietów, kusz i dwa łuki. Celna salwa powaliła kilku czerwono odzianych piratów, zmierzających w kierunku ruin zamku. Lecz jeden z atakujących odwrócił się i wystrzelił z łuku. Strzała minęła Leśnika o milimetry. Leśnik napiął swój łuk. Lotka strzały musnęła policzek i poszybowała, w kierunku napastnika…i chybiła, a może to on jakimś cudem uniknął trafienia. Rzucił się na Leśnika wyciągając mały toporek do rzucania. Tropiciel odskoczył, pozostawiając łuk, chwycił swój nóż myśliwski, szybkim ruchem ręki posłał go w kierunku atakującego, z tej odległości nie mógł chybić, Indiano podobny wrzasnął w bólu, a z rozciętego ramienia rozlewała się krew. I to koniec , koniec snu.
- bądź naszym gościem – rzekł Czwarty, syn Lasu zwany Leśnikiem lub Panem Srebrnego Pazura – zapraszamy w nasze skromne progi
- próżny Twój trud przyjacielu, zaraz tam będę ze swoimi ludźmi i nic mnie powstrzyma- odparł czarno odziany mężczyzna – zaśmiewając się – wszyscy jesteście zgubieni.
Leśnik ledwo wskoczył za mury, gdy za czarnym wpadła wrzeszcząca banda małych ludków, wyglądali jak mała hałaśliwa szarańcza – niszczyli wszystko na swojej drodze. Leśnik przeskakiwał z poziomu na poziom wyprzedzając wrogów, szybkimi skokami dotarł do platformy uzbrojonej w kilka muszkietów, kusz i dwa łuki. Celna salwa powaliła kilku czerwono odzianych piratów, zmierzających w kierunku ruin zamku. Lecz jeden z atakujących odwrócił się i wystrzelił z łuku. Strzała minęła Leśnika o milimetry. Leśnik napiął swój łuk. Lotka strzały musnęła policzek i poszybowała, w kierunku napastnika…i chybiła, a może to on jakimś cudem uniknął trafienia. Rzucił się na Leśnika wyciągając mały toporek do rzucania. Tropiciel odskoczył, pozostawiając łuk, chwycił swój nóż myśliwski, szybkim ruchem ręki posłał go w kierunku atakującego, z tej odległości nie mógł chybić, Indiano podobny wrzasnął w bólu, a z rozciętego ramienia rozlewała się krew. I to koniec , koniec snu.
snisz piekne koszmary.powinienes to publikowac ..
OdpowiedzUsuńlepiej nie...
OdpowiedzUsuńale co ciekawsze zapisuję sobie osobno :)