wtorek, 10 lutego 2009

Ciemniejący 6


Jesienny liść zawirował na wietrze, oderwał się od gałązki i odleciał.. niesiony podmuchem wiatru, to opadał to wyskakiwał w górę, by w końcu opaść na gładką taflę leśnego stawu. Wszechogarniająca cisza objęła cały las, który zastygł w oczekiwaniu na pierwsze płatki śniegu. Niektóre zwierzęta już rozpoczęły zimowy sen, a te nieliczne, które nie zasypiały poruszały się ociężale jakby ich zimowe futro było za ciężkie. Leśnik wstał dziś bardzo wcześnie, szybko wskoczył w ubranie, napił się ciepłych ziół, chwycił za koszyk i mrugnął do wilka – no chodź, idziemy … wilk pomerdał ogonem i szczeknął radośnie – dziś poszukamy grzybów, nie potworów – dodał Leśnik i wyszli w ciszę poranka. Las przywitał ich przenikliwą wilgocią i pierwszymi promieniami słońca, które odbijały się delikatnie od mokrych kapeluszy grzybów. Leśnik doskonale orientował się, w których miejscach rosną najlepsze okazy, także koszyk zapełnił się szybko. Wilk ze swoim doskonałym węchem tropił grzyby nie mniej zajadle jak największych wrogów. Do południa mieli pełny koszyk przeróżnych grzybków, słońce przygrzewało ślicznie, a dobry humor dopisywał dwójce przyjaciół. Wracając do domu śmiali się na myśl o spotkanych przy grzybobraniu innych grzybiarzy, którzy ze zdumienia otwierali oczy, widząc efekty ˝ łowów ˝ tej dwójki. I jak z niebywałym zapałem ruszali w gąszcz do miejsc, które wskazał im Leśnik. Znał tamtych ludzi i wiedział, że szanują las tak jak on toteż był spokojny o przyszłoroczne zbiory. Po powrocie Leśnik z niebywałą troską nawlekł grzyby na nici i powiesił nad piecem, a po kilku godzinach w kuchni unosił się pyszny aromat leśnych specjałów.

2 komentarze:

  1. przypominasz mi wyprawy na grzyby w Chwalibogowicach-chodzilysmy non stop z Justyna...

    OdpowiedzUsuń
  2. :) coś pewnie w lasach chwalibogowickich jest...na grzyby też się chodziło aczkolwiek z zemiennym szczęściem, częściej to zbieraliśmy bąble po pokrzywach i komarach :)

    OdpowiedzUsuń