Ciemniejący las tulił się do snu. Ptaki kończyły wieczorne koncerty a zwierzęta udawały się do swoich legowisk. W lesie zapanowała cisza. Leśnik znał ją i lubił. Wiedział, że za kilka chwil odezwą się nocni mieszkańcy lasu. Sowy, borsuki czy jeże… tak jeże też. Zasypiając myślał
o jeżach, które zamieszkały pod schodami jego leśniczówki. Słyszał jak krzątały się do wyjścia
w noc… ciemną leśną noc. Tak ciemną jak dzisiejszy sen, szary i bezbarwny, niespokojny…
Nagle obudził go pisk. Ledwie słyszalny, ale wyraźny. Leśnik szybko wyskoczył z łóżka, ubrał się, przypiął miecz chwycił łuk i zgasił światło. Po chwili, gdy oczy przyzwyczaiły się do ciemności –wyszedł w las i wtopił się w mrok. Czuł, że las jest niespokojny, jakby zamarł. To nie był zwykły krzyk nocnej ofiary to było coś więcej, coś co nie tylko pożerało ciało ale i duszę. Po kilku minutach Leśnik znalazł się na niewielkiej polanie gdzie znalazł martwego jelonka. A właściwe to co z niego zostało – skóra i kości jakby całe wnętrze zostało wyssane. Pająk upiór – pomyślał leśnik – tylko jego tu brakowało. Ruszył słabym tropem pająka w kierunku Złego lasu. Musiał go odszukać i zabić gdyż pająk szybko sterroryzuje okolicę, zabijając ofiary i więżąc ich dusze w swoim plugawym wnętrzu. Wiedział też , że zwykła broń będzie nieskuteczna, dlatego wychodząc z domu wziął zapas strzał ze srebrnym grotem, którego nie mogły znieść wszystkie nieumarłe stworzenia. Wkrótce leśnik natrafił na pajęcze leże, mała wnęka pomiędzy skałami aż trudno uwierzyć, że coś się mogło tam przecisnąć, ale trop był wyraźny – to tu. Leśnik wdrapał się na pobliskie drzewo i rozpoczął obserwację. Powoli świtało i nic nie wskazywało, że pająk wyjdzie jeszcze tej nocy, zwłaszcza że polowanie się udało. Świat szarzał na wschodzie robiło się chłodno, a znużone oczy potrzebowały snu, zimno przenikało przez ubranie rozchodząc się nieprzyjaznym lodem po całym ciele. Dziwne, choć było lato ten chłód był o wiele zimniejszy niż zwykle, jakieś grobowe zimno …grobowe?? Ta myśl orzeźwiła Leśnika, to on!! Wychodzi zdumiewające teraz? O świcie? I rzeczywiście w szczelinie zaczęło się coś poruszać. Najpierw pokazały się pierwsze odnóża, za nimi zza skał Leśnik ujrzał głowę pająka kiedyś rozłupaną mieczem teraz prześwitującą w tym miejscu niezdrowym zielonym blaskiem. Odwłok również nosił na sobie efekty ostatniej za życia walki. A pocięte tylne nogi – prawie ich nie było. Natomiast pająk poruszał się jakby był w pełni sił, nie kulał nie powłóczył nogami. Był w świetnej formie – nie licząc tego że nie żył. I choć Leśnik nie raz widział pająka upiora – to ten zrobił na nim wrażenie. Jeszcze takiego nie widział wcześniej. Po prostu był ogromny.
Powoli wciągnął srebrną strzałę, przyłożył lotkę do policzka. Wycelował... Cięciwa delikatnie zagrała. Strzała świsnęła. Poranną leśną ciszą wstrząsnął ryk zranionego zła. Pobliskie ptaki
w wrzaskiem i piskiem wzleciały w niebo, wraz z drugim rykiem płocha zwierzyna była już daleko od źródła hałasu. A w jego centrum był ogromny pająk i Leśnik – strzelający bez przerwy w stwora, który wił się ze strasznego bólu srebrnych igieł przenikających jego jestestwo nieposkromionym ogniem. Palącym jego niezniszczalność, niszczącym obietnice nieśmiertelności …. Jeszcze dwie strzały wbiły się w ciało pająka paląc go żywym ogniem….jeszcze dwie strzały zostały w kołczanie a bestia ciągle żyje … co to jest? Myślał leśnik. Kto stworzył tego potwora? I dlaczego? Odpowiedzi poszuka później- teraz musi dokończyć dzieła zniszczenia. Wyciągnął miecz, i miękko zeskoczył na ziemię sam przypominał cień – gdy bezszelestnie poruszał się w kierunku pająka. Srebrna klinga zatańczyła przed oczyma pająka. Ten ów nie pojmował co się dzieje. Do jego świadomości docierało oślepiające światło tańczące przed nim. Światło było bólem – światło zadawło ból jeszcze większy niż te małe przeklęte igły w jego ciele. Uciec do pieczary uciec do mroku szybko, szybko… Leśnik sprawnie zadawał rany pozbawionemu wszelkiej woli do walki pająkowi. Widział, iż bestia pragnie uciec do swojego leża – nie mógł na to pozwolić. Szybko przegonił pająka schylił się i w momencie był pod jego podbrzuszem, tam wyszukał miejsce gdzie splatają się dwa światy: żywy i umarły gdzie więzione dusze napędzają poczwarę w swoim nieskończonym cierpieniu, i w to miejsce zatopił swój miecz. Huk implozji wstrząsnął okolicą. Leśnik zdążył odskoczyć, lecz padł ogłuszony dźwiękiem i falą zasysanego powietrza. Pająk zwinął się w spazmatycznym szale i znikł z tego świata pogrążając się w otchłani niebytu. Uwolnione dusze przez moment przyglądały się leżącemu Leśnikowi, po czym każda z uczuciem ulgi podążyła swoją drogą do zbawienia.
w koncu zaczynam od poczatku..ciekawe co wydarzy sie dalej???
OdpowiedzUsuń