wtorek, 17 lutego 2009

FrennW9

I tak, Frenn wędrował ze Szramą wzdłuż wybrzeża… próbując odnaleźć drogę do domu. Frenn z dnia na dzień stawał się coraz bardziej przygnębiony. tęsknił do swojego Północnego Lasu …do Pani Srebrnookiej. Lecz zdawał sobie sprawę, że może już nigdy ich nie zobaczy. Blask szarych oczu przygasał, a jego prężna sylwetka czasami sprawiała wrażenie przygnębionej. Szrama martwił się o przyjaciela, a Srebrny pazur, patrzył swym mądrym wilczym spojrzeniem na swojego pana i delikatnie merdał ogonem próbując go jakoś pocieszyć. Frenn jednak zawsze gdy tylko orientował się, że przyjaciele patrzą na niego z troską, odwracał wszystko w żart i znów był sobą, przez jakiś czas… po tygodniu podróży dotarli na skraj lasu, gdzie opodal małego miasteczka, zbudowano mały klasztor. Może i był malowniczy lecz teraz wyglądał na opuszczony, a wokół niego nie rosły nawet chwasty… Przyjaciele dotarli do zamkniętych bram miasteczka. zapukali lecz odpowiedziała im cisza. Zapukali ponownie. Brama była zamknięta więc ktoś powinien być w środku…lecz wciąż odpowiadało milczenie…
jest tam kto ?!! – wrzasnął Szrama
- czego tu – odpowiedział nieprzyjemny zachrypnięty głos.
- jesteśmy strudzonymi wędrowcami potrzebujemy odpoczynku i zakupić trochę zapasów, płacimy złotem – dodał na wszelki wypadek
W bramie słychać było odsuwanie sztab, po chwili wrota uchylił y się troszeczkę i ten sam głos lecz nieco łagodniejszym tonem powiedział – niech panowie rycerze się pospieszą ..szybko, szybko i gdy tylko ogon Pazura znalazł się na dziedzińcu. Wrota zatrzasnęły się głucho.
- przepraszam wielmożnych panów – ale ciężkie czasy nastały ciężkie, lękamy się wszystkiego – ale nie pora o tym nie pora, proszę Niech wielmożowie udadzą się tą uliczką, na końcu jest Oberża „U Krandberego” możecie się tam zatrzymać.
- dziękujemy ci dobry człowieku – powiedział Szrama i rzucił mu srebrną monetę – to za nie pozostanie głuchym na pukanie…dodał
- dziękuje łaskawy panie – zaskrzeczał uradowany odźwierny i zniknął w swej kwaterze.
Frenn nic nie mówił tylko rozglądał się uważnie…coś tu się rzeczywiście działo niedobrego…domy w tej części miasteczka wyglądały na opuszczone, część z nich wyglądała na przypalone, jednak nie pożar zmusił ludzi do ucieczki…
Weszli do karczmy, w izbie było pusto i tak jakoś ponuro… karczmarz przyglądał się im przerażonym wzrokiem…
- czym mogę panom służyć – przywitał ich tak jakby chciał żeby zaraz sobie poszli, lub żeby nawet nie wchodzili
- nocleg dla dwóch ludzi i …psa, kąpiel, kolacja, ale najpierw kufel zimnego piwa, butelkę wina i miskę z wodą – jednym tchem wyrzucił z siebie Szrama kładąc na stole trzy złote monety
- o to wiele za dużo wielmożny panie – wybełkotał karczmarz
- nie martw się reszta dla ciebie – uśmiechnął się od cha do ucha Szrama
A gdy karczmarz zniknął szturchnął Frenna
- ach lubię takie wejścia
- wiem – westchnął Frenn i usiadł w kącie przy stole, z którego widać było całą salę…cóż dziwne ..była pusta…

c.d.n.

1 komentarz: