piątek, 13 lutego 2009

FrennW1

Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nie wiadomo też dlaczego, ale jedno jest pewne las się zmienił. Frenn czuł to, czuł w powietrzu, że coś jest nie tak, Srebrny Pazur podkulil ogon i patrzył wyczekujaco na Frenna. Frenn podszedl do drzwi swojego domku i ostrożnie je uchylił. Wyjrzał na zewntątrz i bardzo się zdumiał, no nie był jego las. Zupełnie inne drzewa, inne ptaki inna zieleń. Szybko wycofał się do pokoju, otworzył skrzynię i bardzo pieczolowicie przygotował się do wyjscia. Przetarł miecz, naciągnął cięciwę, posmarował twarz popiłem, na chwilę usiadł by pozwolić myślom poszukać ścieżki leśnego zwiadowcy. Zmierzchało już gdy gestem dał znać Pazurowi, „idziemy” . bezszelestnie wymknęli się z chatki i zniknęli w mroku. Frenn widział doskonale w mroku, a te godziny koncentracji wyostrzyły mu jeszcze pozostałe zmysły. Las nie był przyjazny wydawał się byc przerażony, drzewa jakby odsuwały się od Frenna nie dając mu schronienia, pomimo mroku czuł się widoczny, jakby świecił janym blaskiem. Jakby razem ze swoim wilkiem byli jedynymi odbrymi stworzeniami w tym morcznym, smutnym lesie...nagle lesną cisze przewrało przeciągłe wycie, dochodzące ze wszystkich stron, ziemia zadrżała w przerażeniu. Frenn wiedział co tak wyje, myslał jednak, że to stworzenie jest mroczną legendą dawnych czasów, lecz teraz ta legenda ożyła i stała już przed nim wpatrując się płonącymi czerwienią ślepiami. To był wilk-wampir potrafiący swym wyciem sparaliżować w przerażeniku prawie każdego. Frenn wiedział, że zwykła stal nie zrobi żadnej krzywdy temu wilkowi, nawet ostre kły Pazura byly bezsilne wobec splugawionej przez zło skóry tego stworzenia.
Wszyscy stali bez ruchu, Wilk- wampir zaczął warczeć i widocznie chciał zawyć, lecz Frenn uprzedził go, mrok rozświetliła srebrna strzała mknąc w kierunku bestii, Wilk w teej chwili zawył ..ale był to skowyt bólu, jakiego to stworzenie nie czuło nawet za życia, srbrna strzała ugodziła go mocno lecz nie zabiła, wilk skowycząc uciekł w las...
„przestraszyliśmy go mój piesku ale to nie koniec...nie koniec”, wracając do domu spostrzegł, że las przestal się go bać, wciąż był wylekniony ale drzewa szumiały spokojniej, a nocne zwierzeta wychdziły z kryjówek, by przyjrzeć się temu, który przeciwstawił sie terrorwi Wilka ... to byla pierwsza noc ...

1 komentarz:

  1. Nie wiem jak to napisac ale twoja opowiesc ma ciekawy klimat troche basni i troche realnosci..lubie taki mix..

    OdpowiedzUsuń